WIEDZA Z WNĘTRZA: ZAUFANIE DO SIEBIE I DZIECKA

Aktualizacja: 12 lis 2019

Jeśli czytasz mnie już od jakiegoś czasu, na pewno zauważyłaś, że w kółko podkreślam wagę słuchania siebie, pytania siebie, dopasowywania do siebie i swojej rodziny, ufania dziecku. To jest kolosalny temat, na który można by napisać grubą książkę. Z konieczności ograniczę się więc do hasłowego podejścia do tematu. Spróbuj na własną rękę poodkrywać te zagadnienia w samej sobie... Nikt tego za Ciebie nie zrobi :) Proaktywne nastawienie i otwarta głowa pomogą Ci rozpocząć ten – najczęściej nigdy się nie kończący – proces ważnych zmian wewnętrznych. Pamiętaj, że nic na siłę! Nie musisz być mistrzynią zen i specjalistką od psychologii, żeby stać się kobietą słuchającą swojego wewnętrznego głosu i ufającą sygnałom płynącym od dziecka. Potraktuj poniższe wskazówki jako inspirację, punkt wyjścia do Twojej własnej pracy i przemyśleń – bez nich się nie obejdzie!


Jak trenować zaufanie do siebie i intuicję?


Obserwuj siebie.

Bądź ze sobą blisko. Dobrze poznaj sama siebie, bądź świadoma swoich potrzeb i miej do nich szacunek. Próbuj wyśledzić sytuacje, w których trochę nie chcesz się sama przed sobą przyznać, co czujesz lub jaką masz niespełnioną potrzebę. Na przykład złość jest często taką przykrywką na coś innego – czasem trudniejszego, jak rozczarowanie swoim zachowaniem, a czasem łatwiejszego, co na poziomie fizjologicznym podwyższa nasz stres i doprowadza do złości, jak na przykład głód. Zdobywanie świadomości siebie to praca na całe życie, więc nie oczekuj magicznych rezultatów za pstryknięciem palcami! Ale konsekwentne, małe kroczki prowadzą do trwałej zmiany, która dosięgnie wielu aspektów Twojego życia.


Prowadź wewnętrzny dialog.

Pytaj siebie: “o co mi teraz chodzi?”. Może brzmi to śmiesznie, ale jest zadziwiająco skuteczne, jeśli naprawdę zaczniesz sobie w myślach odpowiadać. Na co się złoszczę? Co mnie w tym zabolało? Czy nie jestem przypadkiem bardzo głodna lub niewyspana? Kiedy piłam ostatnią kawę? I tak dalej. Serio! To moje podstawowe narzędzie kontaktu ze sobą w życiu codziennym. W szczególnie trudnych momentach, kiedy ciężko mi się ze sobą skontaktować, zapisuję to na kartce, w dzienniku, w emailu do samej siebie lub dzwonię do przyjaciółki. Jeśli wybierasz ostatnią opcję, zdecyduj się na osobę, co do której masz pewność, że będzie potrafiła i miała przestrzeń na wysłuchanie Cię bez oceniania. Nie potrzebujesz teraz interpretacji czy opinii innej osoby, tylko usłyszenia samej siebie w procesie opowiadania, co czujesz.


Trop wewnętrznego krytyka

Założę się, że go doskonale znasz: to ten głos, który wiele razy dziennie sączy Ci do ucha negatywne oceny samej siebie, swojego zachowania, przylepia Ci etykietki, komentuje rzeczywistość naprawdę wrednym, pesymistycznym głosem. Przykładowe "wypowiedzi" krytyka: "Ale jesteś leniwa! Powinnaś zmywać, a siedzisz na kanapie", "Nie wychylaj się", "Nie wiesz wystarczająco dużo, po co się odzywać? Jeszcze się ośmieszysz", "Znowu się drę na dzieci. Jestem beznadziejną matką", "A co, jeśli...?" i tak dalej, i tak dalej. Krytyk to część Ciebie, dlatego rzadko sprawdza się walczenie z nim albo wchodzenie w kłótnie.


Genialnie rozprawia się z tematem krytyka Tara Mohr w książce "Playing Big" (po polsku: "Podejmij wyzwanie", ale jeśli czytasz po angielsku, to baaardzo zachęcam Cię do oryginału) – znajdziesz tam sposoby na skuteczne rozpoznawanie jego głosu, jak i radzenie sobie z nim na co dzień. Pokreśla ona, że krytyk to taka część nas, która próbuje nas ochronić. Działa w dobrej wierze. Dlatego warto wyrobić sobie nawyk doceniania tego głosu, zauważania go, a potem świadomego ZDECYDOWANIA, czy za nim pójdziemy. Tara proponuje mówić do krytyka: "I hear you and I choose not to take direction from what you're saying". "Słyszę cię i decyduję, że nie idę za tym, co mówisz". W ten sposób trochę go od siebie oddzielisz, zauważysz, że krytyk to tylko jeden z głosów. Od Ciebie zależy, na ile pozwolisz mu być głośnym i bezczelnym!

Boisz się coś zrobić? Rozłóż to na czynniki pierwsze

Na przykład na kartce. Nazywam to testowaniem rzeczywistości, reality check. Zróbmy to na przykładzie. Załóżmy, że czujesz wewnętrzny opór przed budzeniem swojego kilkutygodniowego dziecka na karmienie, jednak położna powiedziała, że masz je budzić co trzy godziny. Sprawdziłaś w zaufanej książce – tam też było napisane, żeby budzić dziecko, przynajmniej co cztery godziny. Ty nadal chciałabyś zrezygnować z budzenia, nie czujesz, że jest ono konieczne, ale boisz się posłuchać tego głosu. Zapytaj siebie: czego się boję? Zapisz (na kartce lub w myślach): boję się, że moje dziecko nie będzie jadło wystarczająco dużo. Pytaj dalej: co najgorszego może się stać, jeśli wydarzy się to, czego się boję? Moje dziecko nie będzie się dobrze rozwijało z powodu niedożywienia. Jakie jest prawdopodobieństwo, że to się wydarzy? Biorąc pod uwagę, że dzieci są naprawdę dobre w sygnalizowaniu głodu, a Ty odpowiadasz bez ociągania na te sygnały, prawdopodobieństwo doprowadzenia do niedożywienia dziecka jest minimalne.


A jakie są inne możliwe – dużo bardziej prawdopodobne – rezultaty posłuchania siebie i odpuszczenia sobie tego budzenia? Ty się lepiej wyśpisz. Dziecko lepiej wypocznie, kiedy nie przerwiesz mu snu. Może założysz sobie jakiś czas, po którym mimo wszystko będziesz chciała obudzić dziecko, jednak będzie on inny niż proponuje położna i książka? A może postanowisz zaufać, że Twoje dziecko wie, kiedy jest mu potrzebne jedzenie, a kiedy dłuższy wypoczynek? Zastanów się nad wszystkimi czynnikami i na spokojnie podejmij decyzję. Postaraj się zdystansować od wewnętrznej konieczności bycia posłuszną “temu, kto wie lepiej”. TY wiesz najlepiej, pamiętasz? Posłuchaj położnej, jeśli taki jest Twój wybór. Zrób po swojemu, jeśli przemyślałaś to i czujesz, że tak będzie dla Was lepiej. W ogromnej większości lęków rodzicielskich (i nie tylko) okaże się, że bałaś się czegoś naprawdę mało prawdopodobnego – jeszcze mniej niż to, że wygrasz w totolotka – lub czegoś, co w gruncie rzeczy nie jest takie straszne. Przykładem tego ostatniego jest np. strach przed przeziębieniem, kiedy nie włożymy dziecku czapki. Przeziębienie to świetny trening dla systemu odpornościowego! Najwyżej następnym razem włożysz tę czapkę...

Wyrób w sobie nawyk “sprawdzania ze sobą”

Zanim wprowadzisz w życie jakąś radę, zalecenie, sugestię lub pomysł, najpierw przepuść ją przez maszynkę swojego “testu rzeczywistości”. Spytaj siebie, czy na pewno chcesz postąpić w sposób, który proponuje mama, przyjaciółka, koleżanka z grupy na fejsie, lekarz, położna. Zadawaj pytania. Zastanów się nad tym, czy dana droga pasuje do Twojej rzeczywistości, do Twojej rodziny, do potrzeb Twojego dziecka i Twoich. Zaskakująco często postępujemy mechanicznie, “bo ktoś tak powiedział”, “bo u koleżanki to zadziałało”. Zawsze warto się zastanowić. Twoje rozwijające się zaufanie do siebie i poczucie sprawczości karmią się tym, że spytasz siebie o zdanie. Choć to trochę śmiesznie brzmi!


Świadomie obserwuj skutki

Testuj rzeczywistość, podejmuj własne decyzje i patrz, co się dzieje! Tak, to wymaga odwagi. Tak, to może zmienić Twoje życie na lepsze i nie jest to pusty slogan! A kiedy rezultat jest odwrotny od zamierzonego albo w czymś się pomylisz? Hej, nikt nie umie jeździć samochodem, kiedy pierwszy raz wsiada za kierownicę... Bądź dla siebie dobra. Błędy, trudności, kroki w tył to zupełnie normalna część procesu. Ważne, żebyś nie przestała próbować.



Odczytywanie sygnałów i zaufanie do dziecka


Dlaczego warto zaufać dziecku?


Bo dziecko wie, co robi. Natura wyposażyła je w silny instynkt przetrwania i odruchy, który nie pozwalają mu zginąć. Zdrowe dziecko nie zagłodzi się, nie zrobi sobie krzywdy, nie będzie działało na swoją szkodę. W ogromnej większości przypadków, kiedy coś jest nie tak, jak powinno, pojawiają się sygnały ostrzegawcze. A Ty, będąc z dzieckiem w bliskiej, czułej relacji, w której ufacie sobie nawzajem, rozpoznasz je bez problemu.


Bo to w sensie fizycznym i psychicznym zdecydowanie najbliższa Ci osoba na całym świecie (sorry, nawet najbardziej oddani partnerzy!). Ty i dziecko jesteście jak naczynia połączone. Na przykład moja średnia córka Nela przez dwa pierwsze lata nie była w stanie zasnąć, jeśli ja... nie zasnęłam razem z nią. Z czasem opracowałam do perfekcji kontrolę nad powolnym wchodzeniem w fazę alfa (tę tuż przed zaśnięciem), tak, żeby ona zapadła w sen, a ja żebym mogła wstać z łóżka. Serio. Kiedy Twojemu dziecku jest źle, Tobie też będzie źle. Do tego niezbędna jest...


Bliska, prawdziwa relacja z dzieckiem. Nie, że jednorożce pierdzące tęczą, bo nie będzie w Waszym życiu tylko i wyłącznie pięknie i łatwo. Chodzi o to, żebyś była blisko, reagowała na sygnały dziecka (nie tylko płacz, te subtelniejsze też), nie zagłuszała swojej intuicji i swoich odczuć. Wróćmy do testowania rzeczywistości: co czuję, kiedy moje dziecko płacze? Krzyczy? Kiedy widzę, że jest smutne? Kiedy wyciąga do mnie rączki? Kiedy się śmieje? Nie blokuj tego i możliwie często działaj w zgodzie ze swoimi instynktownymi reakcjami.


Głównie na tym polega szkodliwość trenerów snu i innych samozwańczych “ekspertów” tego rodzaju: stosowanie się do ich porad niszczy Twoją relację z dzieckiem na najbardziej podstawowym, głębokim, fizjologicznym poziomie. Ich porady uczą Cię ignorować sygnały płynące od Twojego dziecka i jednocześnie od Twojego ciała! To może być krzywdzące dla Was obojga i Waszej rodziny na całe życie. Znów – pamiętaj o tym, że to Ty podejmujesz decyzję.

Być może znajdujesz się w takiej sytuacji, w której zdecydujesz się wykorzystać jakiś element np. treningu snu. Nikt nie ma prawa Cię z tego tytułu oceniać, bo Ty wiesz najlepiej, co będzie dla Was najlepsze. Zawsze jednak zadaj sobie pytanie, czy na pewno kierujesz się swoim wewnętrznym poczuciem, czy jednak coś z zewnątrz ma na Ciebie silny wpływ lub zwyczajnie odczuwasz frustrację – znak, że jakieś Twoje potrzeby nie są zaspokojone.


To może być dobry sygnał, żeby odsapnąć, złapać trochę dystansu i odłożyć ważne decyzje na trochę później – sfrustrowane, wymęczone, z “pustym kubeczkiem” energii możemy nie widzieć jasno. Pamiętaj: żaden problem ani żadna trudność nie posiada TYLKO JEDNEJ możliwości reakcji. ZAWSZE masz wybór. Istnieje wiele możliwości zadbania o zaspokojenie swoich potrzeb bez uciekania się do przemocowych rozwiązań. (A czasem użyjesz właśnie tych i to nie będzie koniec świata. Liczy się to, co robisz na co dzień, a nie to, do czego doprowadzą Cię chwile intensywnej frustracji. Wszyscy jesteśmy ludźmi i to jest OK!)


Bo dziecko mówi prawdę. Nie udaje, nie manipuluje, nie “przyzwyczaisz go” do niczego “złego”, nie próbuje Cię na nic naciągnąć, nie jest Twoim wrogiem. Małe dziecko jest całe złożone z potrzeb. Jego możliwości umysłowe nie pozwalają na tak złożone konstrukcje jak wymuszanie, manipulacja czy kapryśność. Jeśli ono płacze, to znaczy, że naprawdę czuje, że dzieje się coś złego. Nawet jeśli my, rodzice, wiemy, że dziecku nic nie grozi, kiedy na przykład leży samo w ciemnym pokoju, ono czuje zagrożenie. Jego mózg rozpoznaje samotność i ciemność jako stan zagrożenia życia – wyobraźmy sobie niemowlę, które zostało w nocy samo na sawannie (genetycznie jesteśmy wciąż tymi ludźmi sprzed tysięcy lat).


Zagrożenie życia to bardzo specyficzny stan dla naszego mózgu: jest on zalewany kortyzolem (hormonem stresu), uruchamia się system walki lub ucieczki, czyli wyłączane są wszelkie niekonieczne do przeżycia procesy, takie jak np. rozwój intelektualny, a organizm postawiony jest w stan najwyższej gotowości: przyspieszone bicie serca, pocenie się, wzywanie pomocy. Sama rozumiesz, że przebywanie w takim stanie regularnie jest bardzo niedobre dla rozwijającego się mózgu, a także naszej relacji z dzieckiem, ponieważ...


Dziecko nam ufa, że bierzemy poważnie jego komunikaty. Ufa, że traktujemy jego emocje serio i że chcemy zaspokoić jego potrzeby. Nie zawodźmy jego zaufania. To fundament do zbudowania poczucia bezpieczeństwa, a relacja dziecka z rodzicem oparta na poczuciu bezpieczeństwa to bezcenny kapitał na całe życie (i wcale tu nie przesadzam z terminologią). Ta relacja ma wpływ na wszystkie późniejsze ważne relacje dziecka, na jego szczęście, funkcjonowanie w społeczeństwie, a nawet zdrowie.



Jak to zrobić, żeby zaufać dziecku?


Pamiętaj, że masz to zaufanie w sobie. Jesteś zaprogramowana przez naturę, żeby reagować na sygnały dziecka. Po prostu zacznij to robić i pracuj nad opóźnieniem reakcji stricte intelektualnej. Najpierw popatrz bez “rozumowego filtra” co Ci robi to, że dziecko marudzi, płacze. Twoim pierwszym odruchem najprawdopodobniej jest silna potrzeba podniesienia dziecka, nakarmienia go, utulenia. Denerwuje Cię płacz? Tak, to też jest sposób natury na to, żebyś zareagowała. Chcesz przerwać irytujący bodziec, więc szukasz sposobu, żeby dziecko przestało płakać.


Każdy rodzic, nawet ten zupełnie nowy, jest wyposażony w umiejętność (z czasem coraz dokładniejszą) rozpoznawania sygnałów dziecka. Jedyne, co musisz zrobić, to dać jej dojść do głosu i nie oczekiwać nieomylności – z czasem rozumienie Twojego dziecka będzie dla Ciebie zupełnie naturalne i bezwysiłkowe, jednak na każdym etapie będą się pojawiały chwile, w których dziecko będzie płakało lub marudziło, a Ty nie będziesz wiedziała, o co mu chodzi. Przecież takie fazy nie przechodzą nawet dorosłym... Nie zawsze rozumiemy zachowanie czy reakcję naszych partnerów – ba! – nawet nas samych. Nie ma w tym niczego złego ani niepokojącego. Ważne, żeby być w tych emocjach z dzieckiem, na zasadzie “nie wiem, jak Ci pomóc, ale jestem przy Tobie” zamiast “nic się nie stało, przestań płakać”.


Dopiero w drugiej kolejności dopuszczaj do głosu intelekt i filtry kulturowe. Czasem wygląda to na przykład tak: niemowlę ssało pierś godzinę temu i teraz znów marudzi, szuka. Twój pierwszy odruch, jeśli masz podobnie jak większość mam w naszej kulturze? Patrzysz na zegarek. Hmm, przecież godzinę temu jadł, to może ponoszę, przytulę, zabawię. Dziecko zaczyna płakać, wyraźniej Ci pokazuje, że chciałoby possać pierś. W Twojej głowie może ruszyć karuzela niepokoju: znowu jest głodna? Może się nie najada? A może mam za mało mleka? Co mam zrobić? Przystawiasz dziecko do piersi, ale jesteś już zestresowana, boisz się, że coś jest nie tak. Dziecko może zacząć denerwować się przy piersi, bo wyczuwa Twój niepokój – masz napięte ciało i lęk w oczach, nie uśmiechasz się już spokojnie.


A teraz wyobraź sobie, że dziecko jadło godzinę temu i znów zaczyna pokazywać, że chętnie possałoby pierś. Ty, wiedząc, że karmienie piersią zaspokaja nie tylko potrzebę głodu i pragnienia, a malutkie dzieci mają prawo bardzo często domagać się przebywania na Twojej klacie, z uśmiechem spokojnie przystawiasz dziecko do piersi. Karmicie się. Dziecko jest zadowolone i zrelaksowane – kortyzol w jego krwi nie zdążył podskoczyć, bo zareagowałaś na pierwsze oznaki szukania piersi. Ty jesteś zadowolona i zrelaksowana – kortyzol w Twojej krwi nie podskoczył, bo zareagowałaś z ufnością na sygnał wysłany przez Twoje dziecko. Zaufałaś mu, zareagowałaś, a ono pokazało Ci, że dobrze zrozumiałaś jego prośbę. Posłuchałaś sygnału dziecka i swojej intuicji.


Teraz dopuść do głosu przekazy, których masz pewnie pełno w głowie, i przepuść je przez maszynkę testowania rzeczywistości: “dziecko nie powinno tak często ssać piersi” – ale dlaczego? Kto decyduje "jak często"? Dziecko jest spokojne, ja jestem spokojna, obojgu nam robi to dobrze. To znak, że mogę odrzucić to zdanie jako nieprawdziwe dla mnie i mojego dziecka. “Najpierw spróbuj uspokoić dziecko, nosząc czy przytulając, zanim podasz pierś” – ale dlaczego? Moje dziecko jest spokojne, bo od razu spełniłam jego potrzebę, a nie próbowałam go oszukać czymś dla niego mniej kojącym, czuje się zrozumiane i wysłuchane. Ja nie musiałam się wysilać, chodzić, stawać na rzęsach i stresować płaczem dziecka – po prostu podałam mu pierś i zrelaksowałam się na kanapie. To znaczy, że ta reakcja zrobiła nam obojgu dobrze. Mogę odrzucić to zdanie jako nieprawdziwe dla mnie i mojego dziecka... I tak dalej. Widzisz już, jak to działa?


Wystarczy nie pozwolić tym radom i informacjom kłębiącym się w Twojej głowie na przysłonienie Ci Twojego naturalnego działania, które będzie zgodne z sygnałem wysłanym przez Twoje dziecko, Twoim wewnętrznym głosem, Waszą bliską relacją i tym, co po prostu feels right czujesz, że to jest dla Was dobre. Pamiętaj o regularnym dbaniu o redukowanie swojego poziomu stresu, który potrafi skutecznie namieszać w odczytywaniu sygnałów dziecka i ufaniu swoim odczuciom. A tak a propos wcześniejszego przykładu: wiesz, jak często ssą pierś niemowlęta w społeczeństwach tradycyjnych, noszone w chuście lub przebywające blisko mamy przez cały dzień? Co trzynaście minut! Naprawdę...


Bądź blisko. Nie musisz kierować się absolutnie każdym punktem Rodzicielstwa Bliskości, bo nie o ideologię tu chodzi. Po prostu bądź blisko emocjonalnie i fizycznie (na początku, przy noworodku i małym niemowlaku, to jedno i to samo), bo na tym fundamencie Wasze zrozumienie, komunikacja i zaufanie zbudują się same. Karmienie piersią, spanie blisko siebie, dużo noszenia, przytulania, łaskotek i leżenia w łóżku świetnie wspierają budowanie więzi. Nie jest niemożliwe zbudowanie jej bez tych elementów, ale bywa to mocno utrudnione.


Czy jest prawdziwy powód do niepokoju?


Kiedy masz jakieś wątpliwości, na samym początku zadaj sobie pytanie: czy moje dziecko jest zadowolone czy niespokojne? Nie da się zaznaczyć uniwersalnej perspektywy czasowej, której dotyczy to pytanie; warto zobaczyć aktualne zachowanie dziecka w kontekście zmiany – czy wcześniej było inaczej? Jeśli Twoje dziecko jest generalnie spokojne i zadowolone, podobne do tego, jakie było wcześniej, zadaj sobie pytanie: co mnie tak naprawdę niepokoi?


Wtedy możesz stwierdzić, czy Twój niepokój ma podstawy osadzone w rzeczywistości i jest to coś, co chciałabyś sprawdzić ze specjalistą lub w zaufanym źródle (konkretna rzecz lub zachowanie, np. dziecko jest spokojne, ale cmoka podczas ssania piersi, a Ty nie wiesz czy tak powinno być). Tak czy siak – postaraj się nie przejmować na zapas, tylko zająć głowę gromadzeniem informacji w zaufanych miejscach. A może raczej dałaś się wpędzić w zgeneralizowany lęk, niepokój lub gdybanie ("wszystko wygląda dobrze, moje dziecko jest zadowolone, ale co, jeśli się nie najada, a ja tego nie zauważam")? Przetestuj rzeczywistość po raz kolejny. Pamiętaj, że uwaga podąża za myślami – możesz zdecydować, w którą stronę jest skierowana.

Moja droga do słuchania wewnętrznego głosu była kręta, ale to, co zdobyłam dzięki niej, jest BEZCENNE. Na tyle, że dużą część mojej aktywności zawodowej poświęcam na przekazywanie Ci różnych ważnych elementów, przemyśleń, pułapek i iskier z tego procesu. Bardzo bym chciała, żeby moje doświadczenie bycia w tym procesie – który przecież nie jest w żadnym razie zakończony! – dostarczyło Ci inspiracji, motywacji albo chociaż ciut skróciło Twoją ścieżkę. Każda z nas ma swoją drogę i to jest piękne, a wspieranie się nawzajem w podążaniu nią – po prostu nieodzowne.


Jaka jest lub była Twoja droga do ufania sobie i dziecku? Czy to było łatwe, trudne, oczywiste czy dziwne...? Daj znać w komentarzu!

  • Black Facebook Icon
  • Black Instagram Icon

© 2019 by Mokoshka – Pamela Kucińska. Proudly created with Wix.com

  • Facebook Social Icon
  • Instagram Social Icon